Dotarliśmy do USA!!! 

Nawet strajki nam niestraszne czyli jak tym razem dolecieliśmy do USA :)

Z wyjazdami do Stanów związany jest pewien szczególny rytuał, po pierwsze trzeba załatwić wizy, po drugie zaopatrzyć się w dulary, po trzecie zameldować się na lotnisku Okęcie, po czwarte wejść na pokład samolotu i po piąte - odlecieć nim na zachód. Tym razem nasza podróż nieco się różniła od takiej standardowej. Miała w sobie dodatkowy ładunek emocji, który dopadł nas w hali odlotów lotniska im. Chopina, a opuścił kilka godzin później... ale po kolei.

Czwartek, samo południe, nasza ekipa niczym kohorta rzymskich legionów wkroczyła do hali odlotów i przystąpiła do zdecydowanego szturmu na stanowiska odprawy, które po krótkiej i bezowocnej walce zostały podbite (czyli mówiąc krótko nasze bilety zostały wystawione, a bagaż został nadany :)).

Niestety radosny nastrój który zawsze towarzyszy wypadom za wodę został stłumiony przez wieści z frankfurciego lotniska, na którym to odbywał się strajk kontrolerów ruchu naziemnego. Co to mogło dla nas oznaczać? W najlepszym przypadku spóźnienie... a w najgorszym... lepiej nie mysleć. Tak na wszelki wypadek sprawdziliśmy wszystkie możliwości połączeń alternatywnych i przeanalizowalismy scenariusze na wypadek co by było gdyby :).

Na szczeście nasz samolot do Frankfurtu po gdzinie trzymania nas w fotelach w końcu dostał zielone światło i znaleźlismy się w powietrzu, ale to nie był jeszcze koniec emocji. Lecąc przeliczaliśmy czas potrzebny na przedostanie się do kolejnego terminalu gdzie może jeszcze będzie na nas czekał Airbus relacji FRA-JFK. Tymczasem po wyladowaniu okazało się, że strajk strajkiem ale legendarna niemiecka solidność jak zwykle górą - pod schodki naszego samolotu został podstawiony autobus z tabliczką New York, który zawiozł nas... nie, nie zawiózł nas do Nowego Jorku, ale przynajmniej w jego kierunku, a dokładnie zawiózł nas tak blisko naszego kolejnego samolotu jak tylko się dało.

Zamiast przechodzić dokładną kontrolę, przeszliśmy tylko pobieżny rzut oka celnika na nasze nieskalane twarze i mogliśmy wchodzić do samolotu. Gdy tylko cały skład znalazł się na pokładzie zamknięto drzwi i po kilku minutach nasz samolot oderwał się od europejskiej ziemi, a my mogliśmy się cieszyć z kilku siedzeń przypadajacych na statystycznego pasażera gdyż nie wszyscy mieli tyle szczęścia co my i nie przebili się tak łatwo przebili przez strajki.

Kilka tysięcy kilometrów później wylądowaliśmy na lotnisku im. Kennedyego. W Nowym Jorku wszystko poszło już swoim torem - zaliczylismy 2,5 godzinny transfer do hotelu w New Britain, po czym wszyscy poszli szybko spać po dosyć męczącej podróży by zregenerować się przed czekającą nas serią koncertów.

Ameryko dzień dobry :D

nadchodzące koncerty
projekt: netizens | peppermint